Terry Pratchett – Wintersmith
styczeń 8, 2007 at 9:50 pm | In Knigi, Pratchett | 3 Comments
Wreszcie przyszedł czas na książkę. I to od razu jedną z moich ulubionych, bo Pratchettową. Prezent gwiazdkowy zjedzony został w kilka dni, a trwało to tak długo tylko dlatego, że jak zwykle w przypadku książek Pratchetta nie chciałem kończyć zbyt szybko. Ale do rzeczy…
Ciutludzie
Książka jest trzecią z serii “Opowieści ze Świata Dysku” (”Story of Discworld”) . Trochę mnie to zbiło z tropu, bo wydawało mi się, że to zwykła “Discworld Novel”. Tymbardziej, że dwóch poprzednich z tej serii jeszcze nie czytałem. Ale nie żałuję, bo seria jest fajna i teraz będę musiał zdobyć dwie poprzednie części. I wiem jedno – wolę czytać je w wersji oryginalnej niż tłumaczonej (chociaż tłumaczenie zazwyczaj jest super). O ile jeszcze wee-free men jako “wolni ciutludzie” jest do zaakceptowania, to Nac Mac Feegles jako “Fik-Mik Figle” już nie.
Dziadek mróz?
Fabułę mogę w sumie poniek ąd zdradzić, bo nie ona jest tutaj najważniejsza. Tak więc Tiffany Achin, douczająca się młoda wiedźma wpada w tarapaty gdy nie może się powstrzymać i rusza w tany z tytułowym Wintersmithem (taki duch zimy, nie wiem jak to się tłumaczy). Książka opowiada oczywiście o tym jak się z tych tarapat wyplątuje, nie bez pomocy Feegles’ów, wiedźm i takiego jednego z poprzedniej części co o nim niewiele wiem (Roland się zwie). Szczegółów nie będę zdradzał, bo to dla nich czyta się książki Pratchetta. Fabuła to tylko jedno wielkie Boffo.
Opowieści ze Świata Dysku
Jak już pisałem, muszę teraz zapolować na dwie poprzednie knigi z tej serii czyli “Wee Free Men” i “The hat full of sky”. Jakby ktoś chciał mi zrobić prezent, to polecam się.
Narazie wiem tylko, że wszystkie dotyczą Tiffany Aching i Nac Mac Feegles’ów. I jeśli są choćby w połowie tak fajne jak Wintersmith to opłaca się zainwestować w nie czas i majątek. Jednak obiektywnie trzeba stwierdzić, że kierowane są do raczej młodszej części czytelników. Ale dla mnie dobra książka, nieważne jaka, nie ma żadnych granic wiekowych. Pamiętam zresztą jak kiedyś czekałem przed lon dyńskim National Gallery, a koło mnie siedział facet tak pod pięćdziesiątke i zaczytywał się właśnie w Pratchecie.
Więcej pisał nie będę, bo nie ma po co. Jak ktoś ma pytania, niech pyta. A ja na koniec polecam wszystkim zarówno Wintersmitha jak i dowolną inną książkę Pratchetta, chyba się jeszcze na żadnej nie zawiodłem.
Komentarzy: 3 »
Kanał RSS z komentarzami do tego wpisu. Adres TrackBack
Dodaj komentarz
Blog na WordPress.com. | Theme: Pool by Borja Fernandez.
Entries and comments feeds.
o!
ktoś Ci zrobił ładny prezent:)
to ja coś napiszę!:) żeby ktoś pisał Ci na tym blogu komentarze;>, bo przecież, Ty co i rusz znajdujesz nowe blogo – kryjówki i tam piszesz, ale fajnie,że chociaż róznotematycznie wychodzi w tych nowych miejscach:]
Skąd u Ciebie to zainteresowanie taką literaturą mam wrażenie z pogranicza fantastyki i baśni? co to może być?…za mało napisałeś i nie umiem nazwać;)Odrazu zaznaczę,że nie tknęłam żadnej książki tego autora i ta kategoria powstała na bazie Twoich wynurzeń tutaj…
Chyba wiekszość z nas czytuje to, co mu najbliższe,a Ty stapasz…tup tup…mocno w zyciu dość i co Cię w wędrówki takie wysyła nie wiem:] ale!to ogromna nadzieja!:) że Twoja wyobraźnia sięga daleko dalej niż tylko tu i teraz…
to może i ja powinnam przeczytać sobie tę książkę…?
Comment przez nelja — styczeń 8, 2007 #
a “od razu ” pisze się oddzielnie:)
Comment przez nelja — styczeń 8, 2007 #
dup, dup. dobrze żarło – i zdechło.
i nastała cisza…
Comment przez Justyna — luty 27, 2007 #